Jerzy Nowosielski ( 1923-2011)

Jerzy Nowosielski. Kilka notatek

Kraków, Muzeum w Pałacu biskupa Erazma Ciolka
Kamienne piwnice. Stała ekspozycja ikon. Dziedzictwo bizantyjskie w ogromnym zagęszczeniu, od XIII wieku, ikona przy ikonie. Jako wstęp, antyszambr dla tego cichego świata ikony – obraz Jerzego Nowosielskiego. Eksponowany inaczej, na sztalugach. Współczesny, syntetyczny. Niosący doświadczenie Grupy Krakowskiej, tknięty artystycznym myśleniem awangardy, a mimo wszystko skierowany ku tradycji. Pełen transcendentnej siły.

Kościół w Wesołej pod Warszawą
Byłam tu przy innej, smutnej okazji, kiedy salwy uderzały w niebo by oddać honory kawalerzyście, Ś.P. Ludwikowi Maciągowi. Kościół maleńki. Szkatułka wypełniona jak Niebieskie Jeruzalem barwami. Pokryta polichromiami od kruchty po prezbiterium. Teologiczny wykład namalowany ręką mistrza. Obraz wiary oddany przez „pisatiela” ikon. Jednocześnie to  świat niezwykłej harmonii, gdzie kolory z polichromii odgrywają cudowną symfonię na cześć Boga.

Półka z książkami. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim. Inność prawosławia.
Nowosielski – teolog- otwiera bramy bardzo hermetycznego świata. Prawosławie – pełne misteriów, bogate w symbolikę, nurzające się w niedosłowności. A jednocześnie pełne złota. Ustawione hierarchicznie jak w ikonostasie, gdzie każdy Prorok, każda scena ma swoje miejsce. Religia podporządkowania, rygoru, ale i cichości i  tajemnicy.

Wieczór, krakowska ulica.
Galeria, przed nią- garstka osób. Trwa wernisaż Marleny Nizio, jednej z malarek z pracowni artysty. Jednej z tych, która z szacunkiem patrzy na jego cień, rozumie jego geniusz. Chyba padał deszcz.
Przychodzi Jerzy Nowosielski. Poruszenie. Ci, którzy go poznali wiedzą, że promieniowało z niego jakieś dobro, spokój, dystans. Był tu i jednocześnie gdzieś indziej. Czasem odpływał myślami, słowami, za horyzonty, niesiony morzem wernisażowej atmosfery. Zawsze jednak w niewinny sposób. Zawsze jakoś tak kamerlanie. Czułam, że po tych popołudniach i wieczorach, przy stolikach z artystyczną bohemą Krakowa budził się rano z nową potrzebą tworzenia. Nieustanny mętlik artystów. Twórczy wywoływacz. Uwierająca codzienność, która każe im malować, rzeźbić, pisać.

Kraków, kawiarnia Europejska, tuż przy Rynku
Dużo tu atmosfery z innego czasu. Obsługa chyba powolniejsza niż gdzie indziej. Klientela odmienna. Trunki mniej światowe.
Można pytać kelnerów o Nowosielskiego. Czy przychodzi tu? Był wczoraj? Właśnie wyszedł? Bywa w środy?
Jak się zachowywał, jaki był? Wciąż pewnie można usłyszeć historie, historyjki, anegdoty.

Poznań, Muzeum Narodowe.
Naprzeciw schodów, za szeroką parawanową ścianą. Modelka z obrazu nie jest naga, a jednak niewypowiedzianie zmysłowa. Obraz wyciszony, w monochromatycznej tonacji. Obok – drugi portret- w czerwieni, prowokacyjnej i mocnej.

Gimnastyczki. Rysunki na papierze.
Prężne ciała, ciała odrobinę przodownicze. Młode i pełne wigoru. Silne i mocne, solidne jak rzeźby, choć ich materia to kruchy, pożółkły papier.

Rysunki z linią cerkwi
To chyba tęskne obszary wspomnień malarza. Może w Krakowie, którego niebo jest tknięte gotyckimi wieżami i horyzont zbudowany barokową linią Nowosielski tęsknił za Ławrą? Za pejzażem linearnym, horyzontalnym? Może w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych przy placu Matejki, wśród uwielbiających go studentów tęsknił za ciszą zakonu?

Warszawa. Nowy kościół Dominikanów
Dobrze jest przyjść tu wieczorem. Potężna, surowa  przestrzeń oddana jest ciemności. Światło wydobywa tylko jeden obraz. Ukrzyżowany Jezus Nowosielskiego wisi na drewnianej belce nad prezbiterium, zawieszony w przestrzeni, w blasku reflektora.Szczupłe dłonie, szczupłe stopy. Cisza bijąca z obrazu. Bizantyjski smutek.

Mistrz odszedł.
Brakowało Go wcześniej. Wiedzieliśmy, że gdzieś jest, wstaje, spogląda w niebo, może siedzi w fotelu. Wiedzieliśmy, że już nie maluje. Ze choroba i wiek odebrały mu wiele. Teraz odszedł do Wieczności.

Justyna Napiórkowska

Redakcja Artissimo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *