Paul Gauguin, Wizja po kazaniu

Deszczowy raj Paula Gauguina

 

 

Rozpoczęłam cudowny sezon niedzielnych wyjazdów do Kazimierza Dolnego.
Miasteczko ciągle odsłania przede mną swoje tajemnice.Im więcej o nim wiem, tym więcej chce wiedzieć i tym bardziej odczuwam, że tu jest jedna z moich małych ojczyzn.
Nie dziwi mnie przy tym fenomen miasta, które w pewnym momencie, ponad 100 lat temu stało się mekką artystów.

Gdzie tkwi tajemnica miejsc, które przez moment w historii świeciły wyjątkowym blaskiem i przyciągały wielkich, wybitnych artystów?

Paul Gauguin, Tańczące Bretonki w Pont Aven

 

Byłam kiedyś w Pont Aven, na bretońskim wybrzeżu Francji.

Niewielka miejscowość, miasteczko nad brzegiem oceanu. Miejsce, które pokochała kolonia artystyczna z Paulem Gauguinem na czele. To tu przyjeżdżał także Władysław Ślewiński. Prawdę mówiąc w Pont Aven nie ma chyba nic szczególnego.

Pont Aven- czyli most nad rzeczką Aven. Pamiętam domy z ciemnego kamienia. Młyny poruszane zimną wodą blisko ujścia rzeki. Światło, które tu jest rozproszone, jak w atelier fotograficznym. Mglisty, dżdżysty Pont Aven zanurzony w gęstej bretońskiej zieleni. Co przy takiej pogodzie robili tu artyści, których z ciemnych pracowni ciągnęło do plenerów, do malowania wprost z natury, a vista? Pamiętam kolor słońca, tu mającego kolor bretońskiego cydru. Pamiętam z małych miejscowości prawdziwych Bretończyków, surowych jak krajobraz styku ziemi i oceanu. Wśród nich byli rybacy, ludzie morza, o twarzach hartowanych wiatrem i zimną bryzą. Ludzie „krańca ziemi”, regionu geograficznego nazwanego Finisterre.

Paul Gauguin, Autoportret

Właśnie Pont Aven, z zupełnie nieznanych przyczyn stało się oazą dla malarzy. Ich przyczółkiem północnym, przeciwstawianym stronie południowej z obrazów Cezanne`a i Van Gogha.

Van Gogh długo wcześniej namawiał Gauguina w listach do podróży do Arles, na południe. Gauguin przez miesiące go zbywał. Vincent, w dłużącym się oczekiwaniu malował słoneczniki. To przy tym, najsłynniejszym  obrazie sportretował go Gauguin.

Gauguin ( który raj ostatecznie znalazł zupełnie gdzie indziej) odwiedził Van Gogha, w jego słynnym Żółtym Domku. Paul przybył do Arles w październiku. Między artystami iskrzyło, było dekadencko, a emocje sięgały zenitu. Ten pobyt skończył się awanturą, słynnym ucięciem sobie ucha przez Van Gogha, w zimną i gwałtowną  noc 23 grudnia. Paul Gauguin, równie jak Van Gogh rozczarowany wrócił na Północ. Do swojego Pont Aven.

Do raju , gdzie często padał deszcz.

Paul Gauguin, Portret Van Gogha

 

Justyna Napiórkowska

Reprodukcje :
Paul Gauguin, Wizja po kazaniu
Paul Gauguin, Tańczące Bretonki w Pont Aven
Paul Gauguin, Autoportret
Paul Gauguin, Portret Van Gogha

Redakcja Artissimo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *