Biennale z Wenecji

…dziś oficjalne otwarcie 54. biennale weneckiego.

Od komentarza dotyczącego polskiego pawilonu na razie się wstrzymuję, ocenię go po zobaczeniu w Wenecji za kilka tygodni, ale na razie z ciekawością obserwuję polaryzację środowisk w ocenie pokazanego tam dzieła.

Bo dyskurs o sztuce w tym przypadku wydaje się być równie ważny co samo dzieło.

Przypomnijmy- w Pawilonie Polskim swoją pracę pokazuje izraelska artystka Yael Bartana, a ideą , którą opisuje praca jest wizja powstania ruchu powrotu Żydów do Polski, pod tytułem „…a zdziwi się Europa”.

I już stąd mamy kilka informacji o sztuce współczesnej, o przedawnionym charakterze „narodowych prezentacji” w obliczu zglobalizowanego świata sztuki, o sztuce zaangażowanej, niosącej manifesty, chcącej zmieniać świat, szukającej to prowokacji, to wyjścia z impasu pośród tlących się ukrytym ogniem ważnych kwestii społecznych. I dobrze.

Niepokoi mnie jednak coś innego. Osoby znające polski obieg artystyczny, z zamkniętymi oczami mogą skomentować pracę i ją ocenić, niekoniecznie ja ogladając.A widzowie mogą tych recenzji nie czytać- bo i tu wiedzą, co kto napisze.

To uporządkowanie sprawia, że nie mamy dzieł dobrych i złych, tylko artystów dobrych i złych.

Dobrzy są nieomylni, a źli- nienaprawialni.Jedni – nie mają prawa do błędu, inni – nie mają prawa do racji.

Środowisko namaszcza swoich wybrańców, idąc w swoich preferencjach za ich światopoglądem , a nie artystyczną oceną dzieła. W przypadku pracy Yael Bartany, już sobie wyobrażam , jak kuratorzy niecierpliwie czekają na niepochlebne opinie, bo one nie będą w ich optyce świadczyć o jakości dzieła, ale o zaściankowości kraju i ludzi. Taki ton przebija z dotychczasowej retoryki wokół oceny pracy Bartany. A szkoda.

Dość to nieszczęśliwa sytuacja, bo nie pozwala czerpać  z tego, co artyści mają naprawdę do zaproponowania. Nie pozwala wyjść na spotkanie, tego, co nowego i dobrego może nam przynieść artysta, bo ciągle przypomina w okowach jakiego porządku winni jesteśmy stać. Zamiast otwierać, to zakleszcza nas bardziej w naszych wieżach. Utwierdza w przekonaniach, cementuje stereotypy, łasi się do promotorów wybranego sposobu myślenia. Grzebie bezstronność i obiektywność. Nie walczy o nowy rząd dusz, tylko jak zły duch zagrzewa do ostrej walki. Ta sama sztuka, która miała wyzwalać i rozszerzać horyzonty, zaczyna budować mury. Na ile są to reakcje pożądane przez twórców przedsięwzięcia?

Sztuka nie jest w takim podejściu szczęśliwą wyspą ( tą, na którą dbający o politykę Platon wygnałby poetów, daleką od władzy oazą myślenia, niezależności,  wizjonerstwa dla władzy w końcu niebezpiecznego ;-), a zaczyna być grząską wysepką wśród mokradeł na weneckiej lagunie.

 

Justyna Napiórkowska

Redakcja Artissimo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *