Więzień nr 18729

Wydaje się dziś, że doświadczenie II Wojny Światowej jest odległe. Dla mnie zamykało się w książkach historycznych, w filmach. W dokumentach. Pamiętam jednak, jak zmieniła się moja perspektywa, gdy zobaczyłam wytatuowany numer na przedramieniu Józefa Szajny. Miałam zaszczyt Go znać i wielokrotnie rozmawiać. To najważniejsze rozmowy w moim życiu. Wszystko stało się od razu konkretne, wielowymiarowe, namacalne. Bardzo bolesne.

Józef Szajna- człowiek, który stał się numerem 18729.

Józef Szajna, wybitny artysta i scenograf za działalność konspiracyjną, jako kilkunastoletni chłopiec był więźniem Auschwitz i Buchenwaldu. To w obozie powstały jego pierwsze prace, do dziś zachowane w tamtejszym muzeum.

Adorno twierdził, że po Auschwitz nie ma prawa powstawać poezja. Sam zrezygnował z komponowania muzyki. Człowiek w czasach marnych udowodnił, jakim jest stworzeniem. Jak cienka jest granica między kulturą a barbarzyństwem.

Szajna myślał inaczej niż Adorno. Miał ku temu podstawy.

On, który spał na więziennych pryczach, który spędził kilka dni stojąc w wodzie w ramach wyrafinowanej tortury. Przeszedł przez Golgotę, która miała być wstępem do kary śmierci. Musiał fizycznie odczuwać strach przed końcem, przez długie godziny czekając samotnie na wykonanie wyroku. On, który stojąc już pod ścianą rozstrzelań, w ostatniej chwili został ocalony. On, który stał się numerem.

Powiedzieć, że był świadkiem – to za mało. Był ofiarą, która przeżyła. Wówczas także odzyskane życie jest ofiarą- dla pamięci, dla pojednania.

Dla nas pamiętanie jest obowiązkiem.

Zło jest niepozbawione wyobraźni. Bawi się swoimi ofiarami. Czytałam kiedyś o przerażających spektaklach z Auschwitz w gromadzonych przez Jad Vashem dokumentach, które w czasie studiów we Włoszech tłumaczyłam na prośbę jednego z potomków ofiar. Kim był człowiek? Na ternie KL zmieniały się kryteria. Po jednej stronie ubrani w pięknie wyszyte mundury. Czyści i dumni oprawcy. But wyglancowany, materiały odprasowane. Sylwetka jak u greckiego boga, wyprostowana jak struna. Zwykli ludzie po godzinach tulący na kolanach swoje dzieci i szukający wyciszenia w muzyce klasycznej. Samozwańcza „rasa wyższa”.

Z drugiej – wychudzeni, poszarpani. Przezroczyści jak pergamin. Słaniający się. Wycieńczeni. Kto miał siłę, mógł przetrwać. Kto zbyt słaby, żeby żyć, ale nie na tyle, żeby umrzeć rzucał się na druty.

Wyglancowani sprawnie wyłuskiwali tych silniejszych, według kryterium przydatności. Jak Józefa, chłopaka, którego zadaniem miało być sprzątanie mieszkania jednego z komendantów. Pozostanie tajemnicą, czy jakiś okruch człowieczeństwa sprawił, że komendant nie reagował na to, że znikało jedzenie z jego kuchni? Nie widział, czy też dzięki okruchowi człowieczeństwa nie reagował?

Szajna ważył 46 kg. W obozie stracił jakieś 30 kg. To różnica w wadze między człowiekiem a szkieletem. Ale tyle wystarczyło, żeby przeżyć. Trzymać się skrawka życia, pozostałych sił, swojej młodości- tak okrutnie zerwanej, utraconej, pogwałconej.

Jakie życie dostał Szajna, gdy uciekł z obozu? Jakie życie czekało tych, którzy doczekali 27 stycznia, dnia wyzwolenia? Wielu tej wolności nie przetrwało. Przez miesiące jeszcze umierali, robiono zbiorowe pogrzeby. 100. 200. 300 osób. Według logiki z Auschwitz to statystyki. Numery. A w każdym jednym – konkretna potężna tragedia. Czyjś syn, ojciec, brat, mąż. Żona, siostra. Matka.

Jak żyć, jeśli to wszystko się widziało? Milczeć nie można było. Choć pewnie byłoby łatwiej. Uderzają mnie czytane opowieści byłych więźniów. Gdy mówią o tym, że po kilkudziesięciu latach, nagle, gdzieś w kawiarni słyszą głos, który przypomina im byłego oprawcę. Gdy mówią, jak budzą się w środku nocy, żeby gotować ziemniaki, i objadać się nimi, aż do bólu. Bo nadeszło wspomnienie tego potężnego głodu. Gdy wystarczyło zobaczyć jakiś drobiazg, guzik, kolor – co sprawiało, że wracało całe ciężkie brzemię wspomnień.

Brzemię, pod którym miliony umarły. A niektórzy musieli żyć, niosąc pamięć.

Pamiętajmy.

Justyna Napiórkowska, historyk sztuki i europeista, prowadzi Galerię Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej w Warszawie, Poznaniu i Brukseli, autorka „O sztuce”, Bloga Roku 2010 w dziedzinie Kultury.

Mecenasem portalu artissimo.pl jest Galeria Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej www.napiorkowska.pl

alt

Redakcja Artissimo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *